wtorek, 16 października 2012

kanie suszone

 Nie mogąc poradzić sobie z ilością kani w tym roku (sumienie nie pozwoliło mi ich bidulek na łące samotnych zostawić na pastwę innych grzybiarzy) część zbiorów postanowiłam zasuszyć. z Pomocą przyszła mi nowiuteńka suszarka do grzybów z funkcją turbo i termoobiegiem!

 

Do suszenia kani nie myjemy. Delikatnie oczyszczamy kapelusze z piasku. liści i igieł. Zaletą (kolejną) tego grzyba jest to, że kapelusz rozwija się wysoko nad ziemią, a więc  nie jest on zbyt mocno upiaszczony Po oczyszczeniu kanie dzielimy na trójkąty. Na początku chciałam ususzyć całe kapelusze, ale pragmatyzm zwyciężył. Po pierwsze - takie trójkąty o wiele łatwiej było poukłdać w suszarce. Po drugie - łatwiej się je przechowuje. A po trzecie - i chyba najważniejsze - odkryłam, że kanie także mogą być robaczywe. Krojenie ich było jednocześnie testem na robaka. Najlepiej suszyć młode kapelusze, które nie są nasiąknięte wodą ani robaki nie zdążyły się na nie wdrapać, ale ja wolałam sprawdzić czy nie robię mięsnego suszu...
Moje kanie były młode i jędrne. O dziwo suszyły się dużo dłużej niż wilgotne kozaki zebrane tego samego dnia. 
 Wysuszone kanie przechowujemy zawinięte delikatnie w ściereczkę, w pudełku albo papierowej torebce. Najlepsze do tego celu jest pudło na kapelusze ;)

Zimą, kiedy zatęsknimy za kaniami - wystarczy wyjąć sucharki kaniowe z pudełka, zamoczyć w mleku i...smażyć tak jak zwykle.