niedziela, 16 września 2012

kanie


oszalałam jak ją pierwszy raz zobaczyłam w lesie. czubajka kania.

 

kania jest często mylona z muchomorem sromotnikowym. podobno. ale ja - choć zbieram grzyby od niedawna - nie wiem jak to możliwe. jest kilka naprawdę prostych sposobów na odróżnienie tych dwóch grzybów. przede wszystkim wielkość. czubajka jest wysoka i smukła. potrafi wyrosnąć nawet na 40cm do góry. muchomor osiąga zaledwie 15cm. kapelusz kani także jest sporo większy. jak sama nazwa mówi czubajka ma CZUBEK w kolorze czekolady. kropki są u niej łuskowate. łatwo odpadają podczas mycia czy moczenia w mleku.  jest jeszcze pierścień. u kani nie jest przyrośnięty do trzonu. można go przesuwać jak obrączkę. pierścień sromotnika jest przyrośnięty do trzonu grzyba. 

kolejną radę dostałam od nieocenionego w tych tematach janusza: trzon kani kiedy go łamiemy wydaje specyficzny dźwięk.  pęka. strzela. łykowata nóżka pęka wtedy wzdłuż tak jak ta po prawej stronie na zdjęciu.
 na tej kani w lewym górnym rogu łuski/kropki zjadł ślimak. ale to wciąż czubajka!!

w każdym razie - do lasu chodzi się żeby odpocząć i przy okazji przynieść grzyby a nie stresować się możliwą śmiercią z zatrucia.. dlatego jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości co do grzyba którego znaleźliście - nie ryzykujcie. korzystajcie z atlasów i zawsze szukajcie sprawdzajcie czytajcie. zawsze można też takiego delikwenta zawieść do lokalnego sanepidu i tam poprosić o darmową opinię specjalisty. bezdyskusyjnie powiniem wam powiedzieć jakiego grzyba znaleźliście i czy możecie go spokojnie zjeść. nawet najsmaczniejsze grzybowe potrawy nie są warte zdrowia i życia :) 

a wracając do kani. płuczemy pod bieżącą wodą bardzo delikatnie albo omiatamy pędzelkiem. układamy w naczyniu i zalewamy mlekiem. podobno grzyb w ten sposób pozbywa się goryczki ale naprawdę nie wiem czy to prawda.. jeśli ktoś wie po co kanie moczy się w mleku jak kleopatrę - poproszę o komentarz z wyjaśnieniem :) natomiast kania namoczona w mleku jest na pewno dużo smaczniejsza niż ta nienamoczona.ważne jest też żeby moczyły się jak najdłużej. większość "przepisów" podaje żeby kanie ułożyć w garnku i zalać mlekiem po czym docisnąć talerzykiem. osobiście uważam to za zbrodnię na kani! dlatego ja moczę je osobno w wielu naczyniach co może prowadzi do chaosu w kuchni ale.. kania jest grzybem wyjątkowo delikatnym i wrażliwym na naciski. stłamszona nie będzie taka powabna. dlatego warto się pomęczyć i moczyć ją osobno. jak już przejdzie mlekiem odwracamy ją i moczymy dalej. potem wyjmujemy kładziemy blaszkami do góry i tam jeszcze wlewamy trochę mleka. a następna ląduje na kilkanaście minut w mleku. potem kolejna i kolejna a potem znowu pierwsza. moczenie to co najmniej 2h takiego żonglowania.
mleko z moczenia kani dostanie pięknego różowego koloru. nie powinien on martwić. ja bym się martwiła gdyby mleko pozostało białe ;)


kanie
jajka
sól 
pieprz
bułka tarta
olej rzepakowy

wymoczone kanie panierujemy w jajku (posolonym i popieprzonym) i bułce tartej. ja mleka nie staram się odcisnąć - raz że uważam każde ściskanie kani za zbrodnię na organizmie. dwa - że z tym mlekiem ukrytym gdzieś między blaszkami jest bardziej soczysta po usmażeniu..najpierw smażymy stronę blaszkową. dopiero kiedy jest dobrze zarumieniona zmieniamy stronę.

boczniaki które zimą są "protezą kani" w mojej kuchni panieruję jeszcze w czarnym sezamie. ale kanie są tak przepiękne w smaku smażone tylko w bułce że sezam by niepotrzebnie zaburzył aromat lasu. ale jeśli ktoś z was chce poeksperymentować - polecam. czarny sezam w ilość wg uznania dosypujemy do bułki tartej. smażymy jak zwykle.



kanie podobno można suszyć. później się je kruszy i na zimę są do sosów jak znalazł. można też przechowywać całe wysuszone kapelusze. ale tylko w pudle na..kapelusze. najlepiej takim prawdziwym - od cioci. wyjąć kapelusz włożyć kanie. wtedy zimą wystarczy je namoczyć w mleku by odzyskały jędrność i nadawały się do panierowania. natomiast muszę się przyznać że nigdy tego nie próbowałam i choć zawsze sobie obiecuję że tak zrobię - nigdy nie starcza mi siły żeby sobie odmówić kaniowego kotleta i jeden z kapeluszy ususzyć..

 ale ponieważ mam obiecanych jeszcze 147 kapeluszy tego najlepszego pod słońcem grzyba w zamian za miesiąc sprzątania (łakomstwo me nie zna granic poświęcenia) - może uda się jednak coś w tym roku zasuszyć :)